Archiwum dla 07/2007
Poniedziałek
Byłam u fryzjera.
Dziecko je i śpi.
Pogoda do bani.
Nici ze spaceru.
Zuch Antek
Byłam u Antka i akurat się wierzgał, więc wyjęłam go i nakarmiłam. Idzie mu to lepiej niż Frankowi, który przez 5 minut macha głową na lewo i prawo, ręce sobie pakuje do buzi i muszę go najpierw zniewolić, by się najadł.
Mały przybrał od wczoraj 40 gramów, więc naprawdę jestem z niego dumna. Niedługo mam nadzieję będziemy już wszyscy w komplecie.
Wszystko pierwsze…
Pierwsza kąpiel, pierwsza noc w domu, pierwsze sprawdzanie się w nowej sytuacji.
Jak już będzie z nami Antek, wszystko będzie znowu pierwsze od nowa.
Czy ktoś ma z Was takie szczęście, by przeżywać do wszystko razy dwa?
Trudna decyzja
Dziś podjęłam jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu.
Po rozmowie z pielęgniarką, pediatrą i przede wszystkim z Piotrem podjęłam decyzję o jutrzejszym wyjściu ze szpitala z Frankiem. Serce mi się rozrywa na pół, że na kilka tygodni zostawiam Antka, ale muszę myśleć o Franku. On nie może siedzieć tyle czasu w jednym dusznym pokoju. Ja sama, od miesiąca przebywająca w szpitalu jestem strzępkiem nerwów. Co chwilę płaczę i jestem bezsilna, bo brakuje mi tlenu, bo rana mnie boli, bo…wszystko nie tak.
Mam jeszcze drugiego synka i muszę o nim pomyśleć. Pediatra powiedziała, że niestety, ale większy bliźniak jest narażony na infekcje szpitalne….
Codziennie będziemy do Antosia jeździć, by zawozić mój pokarm, tak dla niego ważny…

Bliźniak II
Od wczoraj mam przy sobie Franka. Przywiozłam go do sali, i od razu zrobiło się raźniej. Mały tylko je i śpi.. Nie pamiętam nawet już jak płacze.
Myślałam, że w nocy nie podołam, ale dałam radę…
Obudziłam się zmęczona, ale jakie to przyjemne zmęczenie.
Antek leży sobie jeszcze w “cieplarni” i przez większość czasu śpi. Pediatrzy nie mogą się go nachwalić bo jest w super formie.
Tatuś, gdy tylko nas odwiedza – dzielnie się spisuje. Pękam z dumy.
Pierwsza doba
Ból rany znika po przekroczeniu progu sali, gdzie leżą moje maluchy. Franek już wyszedł z inkubatora i mogłam go wziąć na ręce. Taki jest malutki. Nie da się opisać tych chwil, ale dam radę opisać dumę Piotra, gdy wziął go na ręce, a On przestał płakać…
Niesamowite są. Gdy jeden płacze, drugi też. A gdy się uspokajają to też jednocześnie.
Chodzę tam tak często jak pozwala mi na to moja blizna. I za każdym razem gdy na nie patrzę – kocham je jeszcze bardziej. Czy to możliwe?
Pierwszy krzyk
I usłyszałam dzisiaj pierwszy krzyk moich maluchów. Wzruszenia i szczęścia nie da się opisać.
Przyłożyli mi je do twarzy, a ja wycałowałam je najmocniej jak mogłam.
Ten, kto przeżył to raz – niech wyobrazi sobie tę chwilę razy dwa.







