Archiwum dla 12/2008
Koniec roku
Ostry dyżur, zapalenie dziąseł u chłopaków. Cholerstwo mocno upierdliwe, ale przechodzi.
Niech ten rok się już kończy, może będzie lepiej…
Ja też tak sobie. Żebro napieprza a rentgen nic nie wykazuje. Przypomniały mi się czasy po cesarce, gdzie przekręcanie się na bok było rzeczą prawie niemożliwą.
Apteczka u nas się powiększa, butelki, buteleczki, fiolki…

Zaniemówiłam
Straciłam głos przez te wczorajsze długie plotki. Mało dziś mówię, co się zdarza niezwykle rzadko, a może wcale?
Spacer był. Bez gadania.

Grudniowy czwartek
Jest grudzień. Jest czwartek. Dochodzi południe. Siedzę i jem grzanki z chleba orkiszowego z dżemem brzoskwiniowym. Właśnie wylazłam z wanny z najlepszą gazetą jaką miałam w ręku, czyli Bluszczem. Jest tam nawet mój ukochany, wszystko wiedzący Joe Alex i jest Chmielewska. Bosko. No więc jem te grzanki. Na śniadanie. Pierwsze, choć wstałam o 7:30 (kochane chłopaki). I myślę sobie: dziś to już na bank nie zeżrę tych czekoladek adwentowych, bo drugi karnet na aqua-aerobik pójdzie na marne. I mój wysiłek na tym basenie pójdzie na marne. Hmmm, muszę schować je gdzieś, bo kuszą kolorowymi okienkami.
Dzieci śpią. Włosy schną. Zupa kalafiorowa się gotuje. Ja buszuję po allegro, ale nie mogę znaleźć tych getrów kolorowych. Cholera. Skończyły się czy jak? Nie kupię tych 4,5 raza droższych. Przegięcie.
Idę zbierać rodzynki z podłogi..ukochane rodzynki Franka..jak on się cieszy gdy je widzi, jak on szybko ładuje je do buzi, jedna po drugiej, pojedynczo, a potem długo żuje…
Pierwsze strzyżenie
U fryzjera bardzo im się podobało, szczególnie fotel z kierownicą.
Foto: made in Nokia











